Wczoraj zadzwoniła do mnie pani z jednej ze szkolnych bibliotek.
Zapytała, czy nadal prowadzę spotkania autorskie w szkołach.
Powiedziała mi, że szkoły mają dziś ogromny problem z zapraszaniem autorów, bo „autorzy życzą sobie po pięć tysięcy za spotkanie”, a szkoły nie mają takich pieniędzy.
A potem dodała, że ja przecież „robię to za darmo”.
Odpowiedziałam, że już nie mam książek dla dzieci, a wznawiać raczej nie będę.
Moja ostatnia aktywność w szkołach i przedszkolach z okazji Dnia Pluszowego Misia, skończyła się dla mnie i mojego męża długim jej odchorowaniem i niestety, ale nie mogę nas już dłużej narażać na tego typu sytuacje. Nie jesteśmy coraz młodsi, a mąż chorujący na POCHP , nawet takie niepozornie zaczynające się infekcje znosi coraz gorzej.
Wtedy pani bibliotekarka poprosiła, żebym dała jej znać gdyby jednak cos się zmieniło.
Ale wiecie co? Coś po tej rozmowie we mnie zostało. Jakiś dziwny niepokój. Ukłucie.
Poczucie, że w tej rozmowie wydarzyło się coś ważnego – coś co chyba nie do końca było w porządku.
Bo bezinteresowność, która wypływa z serca, owszem jest darem.
Ale darmowość, która staje się argumentem, by kogoś wybrać zamiast innych, zaczyna brzmieć jak lekceważenie.
Nie chodzi tu nawet o pieniądze.
Chodzi o wartość.
Czy twórca ma prawo powiedzieć: moja praca, moje doświadczenie, moje lata pisania, moje spotkanie z drugim człowiekiem – to ma swoją cenę?
Czy świat potrafi to uszanować?
Przez wiele lat wierzyłam, że „zbawianie świata” – szczególnie jeśli chodzi o wpajanie dzieciom miłości do czytania książek – za darmo jest drogą właściwą. Jest misją.
Że jeśli dam więcej, jeśli odpuszczę siebie, jeśli nie będę na nic liczyć, to dobro wróci.
Czasem wracało.
Czasem nie.
Coraz częściej jednak widzę, że brak ceny bywa mylony z brakiem poczucia swojej wartości.
A to, co dostępne „za nic”, przestaje być traktowane z uważnością i szacunkiem.
I że bardzo łatwo jest korzystać z czyjejś otwartości, nie zastanawiając się, ile ona kosztuje tego drugiego człowieka – emocjonalnie, czasowo, a może nawet zdrowotnie.
Myślę, że gdyby to pytanie – zaproszenie zabrzmiało nieco inaczej – może zasiałoby we mnie wątpliwość, czy moja decyzja jest słuszna, że może za wcześnie się poddałam.
Poczułam smutek.
Czy te wszystkie lata spędzone na spotkaniach z dziećmi w szkołach w przedszkolach – naprawdę zostały zapamiętane tylko – że robiłam to za darmo?
Pamiętam że niektóre panie po latach zapraszały mnie mówić „nikt tak pięknie nie opowiada dzieciom o czytaniu jak pani” – chcę wierzyć w to że było to szczere.
Moje pytanie nie brzmi: czy lepiej za darmo, czy jednak się cenić?
Może pytanie brzmi: czy potrafimy pomagać, zyskując szacunek innych i nie tracąc przy tym szacunku do samych siebie?
I czy potrafimy przyjmować czyjąś pracę, czas, energię tak, by dać odczuć, że dla nas to wiele znaczy?
Zostawiam Was z tym pytaniem – może zechcecie się podzielić odpowiedzią?
13 komentarzy
Comments are closed.




Tu naprawdę słów brakuje
Ktoś nie myśli co druga osoba czuje
Co ślina na język przyniesie puszczają w obieg
I czy kogoś ranią? To nie mieści sie w ich głowie
A nam zostaje smutek żal rozgoryczenie
I pytanie czy to co robię ma znaczenie 💝💝💝
Hej Bogusiu, wiesz to nawet nie było zranienie. Ogólnie to wyszło tak, że rozmowa toczyła się w samochodzie przez głośniki, bo jakoś tak się połączyło i słuchał jej mój mąż. Ja może bym nawet tego nie wyłapała ( a to też o czymś świadczy i muszę nad tym pomysleć…) ale Bogdan aż otworzył usta w tym momencie i spojrzał na mnie tak wymownie, że zrozumiałam. Nic nie musiał mowić – miał rację. Wtedy dopiero do mnie dotarło, co się wydarzyło.
Jak widać on bardziej mnie ceni niż ja sama siebie – widzisz? Jeszcze sporo nauki przede mną :)
Gabrysiu myślę że każda pomoc jest cenna. Jednakże bezcenne jest nasze zdrowie i poczucie wartości i spełnienia. W pracy każdej jest tak że jak pomagamy to jesteśmy dobrzy..szczególnie gdy bezinteresownie. W momencie kiedy postawimy granice to juz nie jest tak przyjemnie.
Uczyłam się tego długo żeby zadbać o siebie,wiem też że bylo trudne bo jak mogę odmówić w potrzebie. Zmieniłam nastawienie ,pomagam nadal lecz z dbałościa o siebie.
Dziękuję bardzo za te refleksje, tak to prawda, kiedy zaczynamy stawiać granice – robi się jakoś „inaczej”. Czasem myślę, że to jak przez wieki byliśmy uczeni i wpajano nam, że my to na końcu, że najpierw inni, że miłość bliźniego…też jest w nas głęboko zakorzenione. Tylko jakoś nigdy nikt nie mówił o tym, żeby kochać bliźniego JAK SIEBIE SAMEGO. Ta druga część gdzieś się w historii zagubiła prawda? Nią latam samolotami ale z tego co wiem, najpierw uczy się pasażerów, jak maja zadbać o siebie, żeby potem móc ratować innych i to jest ta właściawa kolejność, której ja dopiero się uczę. Na wielu błędach w życiu popełnionych – niestety…Ściskam serdecznie
Niestety są 2 problemy – z jednej strony podejście “daj, daj, daj za darmo, daj choć palec”, a potem palec to za mało, daj rękę, głowę, nogę….. W dodatku jak dajesz to jesteś naiwniakiem, którego można lekceważyć i wykorzystywać. Coraz częściej niestety obserwuję takie zachowania ludzi. Z drugiej strony szybkie, nieprzemyślane wypowiedzi – chce ktoś kogoś skomplementować, a wychodzi, że go lekceważy…. Coraz częściej spokojna rozmowę zastępują SMSy pisane w pośpiechu, listy papierowe, które pisało się z namysłem zastępują maile, często bez tematu lub w cała treścią niczym SMS w temacie. Wszystko skrótowo, w pośpiechu, niezależnie czy w mowie czy w piśmie. Nic spokojnie, dokładnie, jak ktoś to zrozumie nieważne…
O właśnie Kasiu dobrze to ujęłaś. Dwa problemy. Może faktycznie słowa były rzucone w pośpiechu bez namysłu i gdyby nie mój mąż pewnie w pośpiechu bym ich sama nie wyłapała. Tylko tak jak pisałam, było na głośnomówiącym i jego wzrok powiedział wszystko, co do mnie dotarło z opóźnieniem. Nie żeby miał coś przeciwko tym spotkaniom bo sam mnie na nie woził i może właśnie dlatego i jego to dotknęło? Przecież to on tankuje benzynę 😉
Ściskam Kasiu ( a tak w ogóle to w marcu bede w siemianowickiej bibliotece 😄)
Gabrysiu, wiesz, ze masz dbać o siebie. Nasztakuegk wspaniałego Anioła obok. Ja tylko zastanowiłam się jakich my mamy nauczycieli. Ja cale życie wolę Być niż mieć , ale to rozważałyłabym na swoją korzyść . Znasz te spotkania i wiesz jak tk przeżywasz. Dbaj o siebie. Może ciekawsze rzeczy stoją na Twojen drodze. Przytulam 🤗❤️ Życzę wszystkiego dobrego 🍀❤️🥰
Gabrysiu, wiesz, ze masz dbać o siebie. Masz takiego wspaniałego Anioła obok. Ja tylko zastanowiłam się jakich my mamy nauczycieli. Ja całe życie wolę Być niż mieć , ale to rozważałyłabym na swoją korzyść . Znasz te spotkania i wiesz jak to przeżywasz. Dbaj o siebie. Może ciekawsze rzeczy stoją na Twojej drodze. Przytulam 🤗❤️ Życzę wszystkiego dobrego 🍀❤️🥰
Tak Jadziu masz całkowitą rację i tu nie chodzi o to, że ja czegoś żałuję tylko jakoś tak smutno mi się zrobiło.
Inni biorą po 5 tys. a pani robi to za darmo. Czy naprawdę to główny argument, żeby mnie zaprosić ? Może chciałam usłyszeć że są nowe dzieci i panie chcą mnie do nich zaprosić? Wiesz… mam wrażenie że sama sobie pozwoliłam na to, że mnie w sumie nic się nie należy… nie wiem Jadziu dużo pytań a mało odpowiedzi ☺️ Ale niczego nie żałuję bo te spotkania wypełniły sporą część mojego życia i pustkę, której sama bym sobie wypełnić nie potrafiła.
Myślę sobie, że niektórzy ludzie to lubią tak brać takie ,,okazje” za darmo,nie licząc się z drugą stroną absolutnie. Myślą,że skoro coś stworzyła,to pewnie się podzieli,a ja zyskam.To jest bez szacunku dla pracy i tej osoby.U mnie w przedszkolu kiedy pracowałam,odbywały się koncerty. Raz w-cu przyjeżdżali muzycy z filharmonii do nas i okolicznych szkół,przedstawiając tematycznie utwory np pory roku, święta itp. Dzieci bardzo lubiły te spotkania.Zawsze było to opłacane ok.15zł od dziecka. Większość rodziców bardzo chętnie płaciła,ciesząc się, że niedużym kosztem dzieci spotkają się z czymś wyjątkowym. No, ale znaleźli się też i tacy ,co to uważali,że co jak co, ale te koncerty powinny być darmowe,no bo jak to, przecież grają dzieciom 🫣Brak słów i to byli ludzie z tzw.wykształceniem. Ciekawe czy swoją pracę rozdawali by tak szczodrze za darmo? Dobrze Gabrysiu, że Twój Bodzio czuwał.Takich wykorzystujących cwaniaków gonić daleko. Mam nadzieję, że tym Bodziem nie obraziłam,to tak z sympatii,bo mam też brata Bogdana. Pozdrawiam 🤗
Bodzio całkiem dobrze brzmi :) Przekazane i zaakceptowane ;)
Tak Ewa, dlatego ja nieśmiało probowałam zawsze przypomnieć paniom, że ktokolwiek przyjeżdża to są jakieś bilety czy coś, ale chyba zbyt nieśmiało jednak.
Cieszę się z tego co udało mi się dzieciom przekazać, co pozwoliło mi na te chwile radości i zabawy – bo ja się świetnie zawsze bawiłam na tych spotkaniach, tylko jakoś tak potem przykro, że zamiast jakoś zarobić na kolejna książkę ledwie zdołałam odzyskać środki wydane na druk i znowu zrzutka i tak w kółko. To zmęczyło mnie najbardziej.
Dlatego cieszą mnie zaproszenia na spotkania w bibliotekach, które od razu proponują może niewielkie ale jednak honorarium. Ściskam i dziękuję Ewuś
Gabrysiu Kochana, to bardzo mądry i poruszający tekst. To, o czym piszesz, dotyka wielu twórców, tylko mało kto potrafi to nazwać tak spokojnie i uczciwie.
Najbardziej boli ten moment, w którym bezinteresowność przestaje być wyborem serca, a zaczyna być etykietką: „bo pani robi za darmo”. To już nie jest docenienie – to jest uproszczenie człowieka do funkcji. I masz rację: to nie jest rozmowa o pieniądzach, tylko o wartości i o granicach.
Pięknie wybrzmiewa też to, że dawanie nie może kosztować zdrowia, bezpieczeństwa i godności. To wcale nie jest rezygnacja z misji – to jest dojrzałość i troska o siebie i bliskich. A to, że po latach zostaje w kimś smutek i pytanie „czy tylko tak mnie zapamiętano?”, jest bardzo ludzkie i bardzo zrozumiałe.
Myślę, że to pytanie, które zostawiasz na końcu, jest najważniejsze: jak pomagać, nie znikając po drodze jako osoba. Tylko kto potrafi na nie jednoznacznie odpowiedzieć? Dziękuję za ten tekst – zostanie mi w głowie na długo. 💛
Dziękuję Igo za Twoje słowa i za zrozumienie tego, o czym pisałam. Dlatego tez w całym tym pędzie spotkań i tworzenia, zrobiłam sobie postój – nie wiem jeszcze na jak długo… Bo trzeba w tym wszystkim wiele zrozumieć i umieć zachować równowagę, ale do tego tez musiałam dojrzeć :)