
W starych dokumentach zapisana jest nie tylko historia – zapisana jest siła.
Patrzę na nie i wiem, ile odwagi miały kobiety przede mną.
I czuję wyraźnie, że stoją za mną – cicho, ale pewnie.
Są rzeczy, które zaczynają się dużo wcześniej, niż nam się wydaje.
Nie w naszych decyzjach.
Nie w dorosłości.
Czasem nawet nie w naszym dzieciństwie.
Zaczynają się w historiach, które ktoś przeżył przed nami.
Ostatnio wróciłam do dokumentów mojej rodziny, do starych, pożółkłych kartek, na których są nazwiska, daty i podpisy.
Z pozoru to tylko urzędowe papiery.
Ale im dłużej na nie patrzę, tym bardziej widzę, że one nie mówią o tym, kim ktoś był.
One mówią o tym, co ktoś musiał przeżyć.
Moja prababcia żyła w czasie, kiedy człowiekowi można było narzucić tożsamość.
Podpisała dokument, który mówił, kim ma być.
Nie dlatego, że tak czuła.
Dlatego, że chciała przetrwać.
Kilka lat później podpisała kolejny.
Tym razem, żeby wrócić.
Dwa podpisy.
Dwa światy.
A pomiędzy nimi całe życie, którego nikt nie zapisał.
Moja babcia dostała imię, z którym przyszła w dorosłość.
A potem przyszło jej je zmienić.
Nie dlatego, że chciała być kimś innym.
Tylko dlatego, że świat wokół niej się zmienił.
Zostały dwa imiona.
Jedno nadane.
Drugie odzyskane.
I pewnie gdzieś pomiędzy nimi była ona naprawdę.
Moja mama już niczego nie podpisywała.
Nie musiała wybierać wprost.
Ale żyła pomiędzy.
Pomiędzy językami.
Pomiędzy tym, co było w domu i tym, co było na zewnątrz.
Pomiędzy tym, co się mówiło, a tym, co się przemilczało.
I może właśnie dlatego nie zadawała pytań.
Bo były rzeczy, których lepiej było nie nazywać.
Kiedy patrzę na te trzy historie, widzę coś więcej niż tylko przeszłość.
Widzę ciągłość.
Widzę, że każda z tych kobiet na swój sposób szukała miejsca, w którym może być sobą.
Nawet jeśli to „bycie sobą” miało różne znaczenia.
Widzę też, że to szukanie nie kończy się na nich.
Że są pytania, które nie zostały zadane.
I odpowiedzi, które nigdy nie zostały wypowiedziane.
I że one gdzieś zostają.
Może przechodzą dalej.
Może czekają.
Może właśnie po to, żeby ktoś kiedyś spróbował je nazwać.
Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi.
Ale wiem jedno —
że czasem, żeby znaleźć swoje miejsce na ziemi,
trzeba najpierw zobaczyć, gdzie szukali go ci, którzy byli przed nami.




Cudownie, dziękuję i niech poszukiwania trwają , oby z dobrym rezultatem. Życzę powodzenia 👏❤️ Pozdrawiam radośnie 😄👋🫂
Wciągnęło mnie to poszukiwanie Jadziu 😀 może zdążyłam w ostatnim momencie kto wie… Nic nie dzieje się bez powodu 😀
Ile to pytań by się zdało
Lecz pokolenia przedemna już mało
Kiedy jesteś dorosła I jest inna perspektywa
Tych pytań przybywa
Pozostała cisza i tajemnice może
Po coś sie to dzieje w naszym życiowym wyborze
Mogą być domysły jeśli nie ma już bliskich
Ale jedno jest pewne szanuje przodków moich wszystkich
Tak pytań jest coraz więcej Bogusiu jak to się mówi „ im dalej w las…” na szczęście jest od strony taty jeszcze ciocia, znana z Bezludnej wyspy 😀 I teraz mamy gorącą linię, bo chce się dowiedzieć jak najwięcej 😀
Gabrysiu Kochana, jak zwykle poruszający wpis, inspirujący do refleksji.
Doświadczenia tych, którzy byli przed nami, zostawiły ślad. Może nie dziedziczymy historii wprost, ale dziedziczymy ich echo. I może właśnie w tym jest sens tego szukania: nie po to, żeby wszystko zrozumieć, ale żeby poczuć, że nie zaczynamy od zera. Że jesteśmy dalszym ciągiem zdań, które ktoś zaczął pisać dużo wcześniej.
Pozdrawiam serdecznie
Pięknie napisane – Igo dziękuję. Wiesz że tak bardzo się zaangażowałam, że być może stanę się właścicielką pewnej pamiątki rodzinnej o której istnieniu nie miałam pojęcia. Jeszcze tylko trochę popracuję nad ciocią😀 A ja już mam o niej prawie opowiadanie ułożone, ale bardzo chciałabym ją mieć.