Macie też takie wrażenie, że w ostatnim czasie namnożyło się ludzi, którzy wiedzą lepiej, najlepiej…

Jak mamy żyć.

Jak mamy się nie bać.

Jak „pracować z głową”, żeby wreszcie przestać przeżywać.

Mówią do nas z pozycji siły, odwagi, rozwoju.

Czasem z bardzo głośnym przekonaniem, że lęk to tylko kwestia nastawienia. Że „to wszystko siedzi w głowie” i wystarczy to sobie poukładać.

A ja jestem bardzo lękliwym człowiekiem.

Byłam nim od zawsze.

Nie znaczy, że nie próbowałam inaczej. Próbowałam, na wszystkie sposoby w sobie to zabić, a nawet zagłuszyć ale z marnym skutkiem – niestety, bo było jeszcze gorzej.

Teraz już wiem, że taka jest moja wrażliwość.

Są rzeczy, które mnie stresują bardziej niż innych. Są sytuacje, w których moje ciało reaguje szybciej niż rozsądek.

I naprawdę długo uczyłam się tego, że to nie jest wada charakteru, tylko sposób przeżywania świata i wiem, że nie jestem jedyna, bo pewnie większość z Was którzy tu zaglądacie

(nie z ciekawości – lecz z potrzeby serca) do takich “straszków” należy.

Dlatego coraz częściej myślę o delikatności.

O  jakości, której tak bardzo brakuje, gdy ktoś bierze na siebie rolę przewodnika po cudzym życiu.

Delikatność nie polega na mówieniu: „nie bój się”,kiedy ktoś się boi.

Nie polega na tłumaczeniu, że „to tylko w głowie”, kiedy ciało drży, a serce przyspiesza.

Strach nie dla wszystkich  jest teorią.

Nie jest koncepcją do rozbrojenia jednym zdaniem.

Jest doświadczeniem — bardzo realnym, bardzo ludzkim.

Można mówić o rozwoju, o sile, o przekraczaniu granic.

Ale jeśli po drodze gubi się uważność na drugiego człowieka, to przestaje być wsparciem, a zaczyna być oceną.

I to boli najbardziej —kiedy czasem krytyka przychodzi z ust kogoś, kto nazywa siebie wspierającą drogą dla innych.

Kiedy zamiast dłoni wyciągniętej w stronę lęku pojawia się diagnoza, pouczenie, wyższość.

Delikatność to coś innego.

To uznanie, że czyjś strach ma prawo istnieć.

Że nie wszystko trzeba „naprawiać”.

Że czasem wystarczy być obok, bez poprawiania, bez udowadniania czegokolwiek.

Bo wrażliwość nie potrzebuje krytyki — potrzebuje delikatności.

Wrażliwość jest wpisana w nasze życie.

Czasem bywa ciężarem, ale bardzo często jest też siłą — taką, którą trzeba umieć zauważyć i docenić, a nie uciszać.

Prawdziwe towarzyszenie nie zaczyna się od mówienia, jak ktoś powinien się czuć.

Zaczyna się od zgody na to, jak się czuje naprawdę.

I myślę sobie, że jeśli pomoc nie wypływa z empatii i nadmiaru serca, a bardziej z potrzeby bycia tym, który „wie lepiej”, to nie jest już pomocą.

Jest tylko kolejnym ciężarem do dźwigania.

A człowiek, który się boi, naprawdę nie potrzebuje więcej ciężaru.

Potrzebuje zrozumienia, przytulenia i potrzymania za rękę.

Przewodnik to nie ktoś kto pierwszy stoi na końcu trasy i pogania tych ostatnich, tylko ten, który zawróci, poda rękę, zabierze na chwile plecak i pomoże przejść ten kawałek,

który może właśnie wywołał paraliż strachu.

Dlatego wybierajmy naszych przewodników i towarzyszy w drodze ostrożnie.