Ostatnio wróciłam do filmu Ania z Zielonego Wzgórza. Oglądałam go już wiele razy, ale tym razem szczególnie poruszyła mnie jedna scena.
Ania, już dorosła, pełna życia i ciągle w biegu, nagle spotyka swoją pierwszą miłość i zaraz potem spogląda na fotografię domu – tego, od którego wszystko się zaczęło.
Na Marylę. Na Mateusza. Na miejsce, które ją ukształtowało.
I nagle wraca coś, co wydawało się dawno zamknięte.
Płyną łzy Ani i moje…
Nie dlatego, że tęsknię za przeszłością.
Ale dlatego, że dotyka mnie coś o wiele głębszego. Ta scena z Anią była jak delikatne dotknięcie struny, która we mnie drga od zawsze.
Pomyślałam wtedy, że chyba wszyscy za czymś nieustannie tęsknimy.
Może za domem, z którego przyszliśmy na ten świat.
Za tą pierwotną, bezgraniczną miłością, z której jesteśmy.
Za miejscem, gdzie nikt niczego nie musi udowadniać, gdzie wszystko jest proste i jasne.
W codzienności często o tym zapominamy.
Idziemy, działamy, zdobywamy, układamy życie jak puzzle.
A jednak gdzieś pod spodem, cicho, niewypowiedziane, drży to jedno uczucie:
Tęsknię.
I czasem wystarczy film.
Ktoś z przeszłości.
Zwykły kadr, spojrzenie, gest.
Coś, co na chwilę zatrzymuje nas w pół kroku i przypomina, dokąd tak naprawdę zmierzamy.
Bo przecież to, co jest tutaj, to tylko część drogi.
A my w głębi serca pamiętamy Dom.
Ten prawdziwy.
Ten, za którym tak bardzo tęsknimy
Może dlatego tak wzrusza Ania, Zielone Wzgórze, Maryla, ten dom, który oddycha miłością.
Bo każdy z nas nosi w sobie Zielone Wzgórze. Takie wewnętrzne miejsce łagodności.
Dom, który nie jest z cegły, tylko z relacji i uczuć.
Dom, z którego wyszliśmy i do którego wracamy całe życie.
Bo to, co tu na ziemi, nie jest końcem opowieści. I kiedy tęsknota nas dotyka to nie po to, żeby bolało, ale żeby przypomniało:
„Jesteś kochana od zawsze i nigdy nie jesteś sama”.




Uczucia to coś niebywałego
Wtedy wiemy że jest w nas coś prawdziwego
Kiedy czujesz kiedy przechodzą dreszcze
Kiedy łza płynie I kiedy chciałabyś jeszcze
Gdy uśmiech sie na twarzy maluje
Zawsze wtedy wiesz że czujesz
Piękne Bogusiu, dziękuję. Takie chwile zatrzymania z dreszczami to jest właśnie ten „znak” :)