Kolejne święta przechodzą do wspomnień.

Dziś będę rozbierała choinkę.

Za oknem biało – śnieg sypie cicho, mąż odśnieża, a ja celebruję poranek przy filiżance kawy.

Myślę o tym, co ten kolejny, już sześćdziesiąty drugi, świąteczno-noworoczny czas wniósł w moje życie.

Wniósł spokój.

Poczucie bezpieczeństwa.

Świadomość, że stworzyliśmy razem piękny dom. Wspólnotę. Bezpieczny czas, którym obdarowujemy się wzajemnie.

Jestem za to wdzięczna.

Za ten czas, który już za nami i który ubogacił nas w pewność, że nasz dom to nie tylko bezpieczna przystań,

ale też bezpieczne porozumienie dusz i serc – miejsce, w którym oboje czujemy się dobrze.

Chciałabym, aby takich chwil, takich świątecznych dni było w naszym życiu jeszcze jak najwięcej.

Cieszę się, że zatrzymałam się w pędzie tworzenia.

W pędzie „muszę”.

W pędzie udowadniania światu, że coś trzeba robić, coś trzeba dawać, coś trzeba osiągać.

Dziś już wiem, że wystarczy być.

Wystarczy cieszyć się tym, że jestem.

Nie trzeba o nic zabiegać.

Kto będzie chciał – doceni.

Kto chce zostać – zostanie.

Kto chce odejść – niech odejdzie.

Jak mówi stare powiedzenie: puść wolno to, co twoje – wróci.

Śnieg pada tak cicho wyciszając przy tym świat, że budząc się rano, miałam wrażenie, jakby to była kolejna niedziela.

Mąż śmiał się, że z tymi niedzielami mam ostatnio jakąś szczególną “fazę”.

Może to prawda.

Może moje życie powoli staje się po prostu niedzielą.

To cisza padającego śniegu sprawiła, że nie poczułam, iż to zwyczajny dzień.

Bo przecież każdy dzień może być niedzielą, prawda?

Może niedziela to nie tylko dzień tygodnia, lecz stan serca?

14 komentarzy

  1. Alina 13 stycznia, 2026 at 12:17 pm

    Pięknie nazwany wolny bez pośpiechu dzień. Gratuluję takich częstych “niedziel”. Też mam wreszcie swoje, to są dni wolne od pracy a mam ich ostatnio sporo. Poszłam po rozum do głowy i nie gonię jak szalona żeby wyrobić dwa etaty w miesiącu. Żyję na własnych warunkach i korzystam z powolnych, leniwych i spokojnych poranków pachnących książką i kawą. 🤗😘

    • Gabriela Kotas 13 stycznia, 2026 at 1:01 pm

      I kakałkiem z miodem :) Dziękuję Alina za Twoje refleksje i życzę samych spokojnych – długich i ciepłych poranków.

  2. Bogusia 13 stycznia, 2026 at 12:36 pm

    U mnie także jeszcze biało
    A choinki to mi mało
    Ja tradycja wzięta z domu rodzinnego
    To postoi do drugiego
    I tu rację ma Gabrysia
    Że niedziela także dzisiaj
    Ja to czuję odkąt lata
    Że ZUS daje mi wypłata
    Żyj powoli czerp garściami
    Dzień to święto nad świętami

    • Gabriela Kotas 13 stycznia, 2026 at 12:59 pm

      Tak Bogusiu, każdy następny dany nam dzień to święto i cieszmy się z tego, że możemy tego doświadczać :)

      • Ewa.O. 16 stycznia, 2026 at 7:44 pm

        Gabrysiu, ten rok zaczął się dla nas dość smutno, odeszły dwie bliskie osoby w rodzinie. Jakby nie było dość, że dalej borykam się z żalem po stracie mamy,która odeszła w sierpniu.Do tego mąż,a potem ja zostaliśmy pokonani przez paskudnego wirusa, jeszcze dochodzę do siebie. Dlatego też jestem wdzięczna za każdy dzień z moimi bliskimi,za każdy telefon od córki, która w lipcu wraz z mężem przeprowadziła się 400km dalej od nas i ciągle mi ich brakuje. Łapię się na tym, że kręcę się po tym mieszkaniu, śniadanie,obiad,kolacja i mija ten dzień,a ja nic nie zrobiłam 🫣 Obiecałam sobie, że muszę koniecznie zapisać się na jakieś zajęcia,coś ze sobą zrobić, żeby glowa była zajęta,jak to u nas mówią co by Baśka dobrze pracowała😉 Śniegu u nas już nie ma, mamy+7′ i jest buro,ale choinka jeszcze stoi, bo lubię jej urok i blask 🎄🙂 Pozdrawiam cieplutko, bo ponoć znowu mrozy nadchodzą i życzę samych dobrych dni w Waszym domku,by było cicho i bezpiecznie,oraz aby Was żaden wirus nie zahaczył i aby do wiosny🤗🥰

        • Gabriela Kotas 16 stycznia, 2026 at 8:43 pm

          Witaj Ewuniu. Bardzo mi przykro z tego powodu, że tak się Wam zaczął ten rok. U nas po chwilowej przerwie, u męża znowu nawrót dolegliwości i czeka go zabieg. Oby wszystko było dobrze. Wiesz Ewa, właśnie to co napisałaś „a ja nic nie zrobiłam”, też się na tym łapię, choć już może coraz rzadziej.
          Bo czy my naprawdę ciągle musimy mieć coś zrobione? Właśnie skończyłam pogaduszki z koleżanka z Niemiec i m. in. na ten temat rozmawiałyśmy, jak to trudno jest czasem wyhamować. Mnie zatrzymał pierwszy atak wirusa kilka lat temu. To było jeszcze w czasie, kiedy nie wyobrażałam sobie bycia nieaktywną, a jednak okazało się, że świat istnieje nawet jak ja leżę bezczynnie :) Ale potem zapomniałam i ruszyłam znowu.
          Potem wirus miał kolejne podejście, a potem sama wiesz… zrozumiałam że nic nie muszę, że czas na “wychłodzenie silnika”, no na przegrzanym silniku i samochód dalej nie pojedzie.
          Trzeba sobie pozwolić na taki czas – nic na siłę. Nieraz sobie wyobrażam w chwilach kryzysu, że jestem swoją najlepszą przyjaciółką i co ja bym przyjaciółce poradziła w takim momencie. Posadziłabym ją, dała herbatki ciepłej, owinęła kocem i pozwoliła jej siedzieć tak aż się pozbiera, nie goniłabym jej do pracy i nie mówiła, że nic nie zrobiła. Wiesz jak mi to pomaga? I jeszcze przypomniały mi się słowa ojca Pałysa, które kiedyś cytowałam „żeby sobie czasem pozwolić na luksus bycia niepotrzebnym” wierzysz że to przynosi ulgę? Ściskam mocno Ewuniu kochana.

  3. Jadwiga Stasiak 13 stycznia, 2026 at 4:59 pm

    Dzień dobry Gabrysiu😄 Ja codziennie mam niedzielę. Cudowne jest to, że mamy następny dzień życia , oby było ich jak najwięcej. Choinki już idą w zapomnienie. Obyśmy doczekali następnej. Cieszmy się tu i teraz. Róbmy to, co kochamy. Jak my będziemy czuli się dobrze, to przekażemy to drugim. Życzę samych pięknych chwil. Pozdrawiam radośnie 🥰👋

    • Gabriela Kotas 14 stycznia, 2026 at 8:00 pm

      Dziękuję Ci Jadziu kochana za Twoje – zawsze takie mądre, radosne i pełne nadziei słowa. Tobie też życzę pięknych chwil :)

  4. Olga Jawor 17 stycznia, 2026 at 7:08 am

    Dzień dobry, Gabrysiu. Tak – trzbea doceniac to, co jest i cieszyć sie tym, póki jest. bo nie wiadomo przeciez co czeka za rogiem.
    A z tą neidzielą to skojarzyłmy mi się “Noce i dnie” Dąbrowskiej. Tam też Barbara w pewnym momencie stwierdziła, że ma wrażenie, iż narescie niedziela nastałą w ich życiu. Czas spokoju, dobra, odsojonej codziennosci bez walki i zmartwień. No właśnie. To taka dobra chwila – bo żadna niedziela nei trwa wiecznie i bywa płochliwa niczym motyl, ale przecież póki jest, to cieszy…
    Uściski serdeczne Ci zasyłam

    • Gabriela Kotas 17 stycznia, 2026 at 4:16 pm

      Dziękuję Ci Olu za to porównanie. Bardzo lubię odnosić się do historii Barbary i Bogumiła, bo tam jest zawarte prawdziwe życie w każdej z jego odsłon. Pozdrawiam ciepło.

  5. Marta 21 stycznia, 2026 at 7:25 pm

    Piękny wpis, Pani Gabrielo. Trafiłam na panią śladem Mai Wąsały, która niesłychanie mnie zainspirowała i zafascynowało (a do Mai jeszcze od innych osób). Dołączam Was obie do grona stale odwiedzanych przeze mnie wirtualnie osób.
    Dziękuję za to.

    • Gabriela Kotas 21 stycznia, 2026 at 9:05 pm

      Bardzo mi miło pani Marto i witam serdecznie. Tak Maja jest cudowną osobą i bardzo się cieszę, że mogłam ją poznać.

  6. Jadwiga Czajkowska 1 lutego, 2026 at 4:48 pm

    Gabrysiu Kochana, to jest przepiękny, bardzo dojrzały tekst.

    Czuć w nim spokój wypracowany latami, a nie chwilową euforię. Bardzo porusza to zdanie o domu jako porozumieniu dusz i serc — to coś, czego nie da się zbudować szybko ani na pokaz.

    Zatrzymanie się w pędzie „muszę” i „udowodnię” brzmi jak akt odwagi. I jak ulga. To piękne, że dochodzisz do miejsca, w którym nie trzeba już zabiegać, bo bycie samo w sobie wystarcza. Jest w tym ogromna łagodność wobec siebie i świata.

    A metafora niedzieli… cudowna. Jeśli niedziela jest stanem serca, to ten tekst jest jej doskonałym zapisem. Cichym, śnieżnym, ciepłym od środka 🤍

    • Gabriela Kotas 1 lutego, 2026 at 5:21 pm

      Wiesz Igo, chyba tak jest że z czasem i po różnych życiowych oświadczeniach, osiąga się taki stan, choć nie nastąpiło to tak całkiem na zawołanie :) Pięknie napisałaś o tym akcie odwagi, bardzo mi się to zdanie podoba. Dodam jeszcze że ten akt odwagi to odbieram jako umiejętność stanięcia po swojej stronie, na przekór… Ściskam serdecznie.

Comments are closed.