Kochana moja.
Dziś będzie krótki list o wdzięczności.
Wiem, temat ostatnio przewija się wszędzie.
Do wczoraj wydawało mi się, że ja jestem tak wdzięczna, że już bardziej nie można.
Wiesz, tak jak ktoś po ciężkiej chorobie, dostaje nowe życie i cieszy się każdym nowym dniem, tak i ja od jakiegoś czasu, doceniam wszystko co dostaję każdego dnia.
Wczoraj zabrało mnie pogotowie.
Zasłabłam.
Nie ma nic gorszego, jak utrata panowania nad swoim ciałem, gdy dodatkowo paraliżuje bezsilność i lęk.
Upał i duszność zarobiły swoje, a ja jak się okazało byłam odwodniona.
Nie mam pojęcia, dlaczego, bo picia wody akurat przestrzegam jak żandarm.

Skończyło się na strachu i kroplówce.
Ze szpitala odebrał mnie mój mąż.
Wsiadając do samochodu zobaczyłam jego łzy radości, wzruszenia i lekkie zakłopotanie.
Powiedział mi, że w końcu może normalnie oddychać.
Ta chwila powróciła do mnie wieczorem ze zdwojoną siłą.
Wtedy to poczułam…
Wtedy kochana moja, poczułam taką wdzięczność jakiej nie czułam nigdy w życiu.
Wdzięczność za człowieka, który płacze po 4 godzinach lęku i rozłąki z radości, że znowu jesteśmy razem.
Zostawię Cię z tym, bo znowu mam w oczach łzy.
Życzę Tobie cudowna Kobieto, byś miała w życiu wiele okazji
do tego, by poczuć wdzięczność taką do szpiku kości, do łez wzruszenia i do samej głębi Twojego serca.
Ps. Magnesiki widoczne na zdjęciu, możesz mieć na swojej lodówce 🙂 Napisz do mnie.
O nich i innych „ cegiełkach” na drogę wydania kolejnych książek będzie osobny wpis.