Witaj moja kochana

Dzisiaj o odpuszczeniu.

Znowu wróciły do mnie słowa, którymi ktoś kiedyś uratował mi życie, zanim jeszcze ono mnie zabiło.

Moje poczucie winy, poczucie krzywdy i chęć ukarania samej siebie – ktoś kiedyś zauważył z daleka.

Podszedł do mnie, spojrzał głęboko w oczy i powiedział „odpuść, bo zawał murowany”.

Wiem, pewnie znasz to wydarzenie z moich innych książek, ale ono do mnie wraca.

Dzisiaj pomyślałam, że się nim z Tobą podzielę.

Odpuść, cokolwiek teraz niszczy Cię od środka. Złość, lęk, żal, chęć zemsty, nienawiść, chęć udowodnienia swoich racji…

Odpuść. Nienawiść nie skrzywdzi tego, kogo nienawidzisz, tylko Ciebie.

Zeżre od środka jak rak. Zabetonuje Twoje serce tak, że w końcu nie da rady zrobić następnego uderzenia.

Ono już teraz walczy o każdy następny oddech, prawda?

To nie jest tak, że to już jest za mną. Bo czasami znowu wpadam w tę pułapkę i z trudem łapię kolejny oddech.

Bo czasami życie wymierza mi kolejny policzek, potykam się i upadam. A potem leże przygnieciona tym wszystkim, co przygniatało mnie zanim spotkałam tamtego człowieka.

A potem wstaję i patrzę z żalem na tego, kto ten policzek mi wymierzył, z troską o jego serce, bo wiem, że odpuszczenie to jest coś co niekiedy człowieka przerasta. To chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy w naszym życiu.

Odpuszczenie i ruszenie do przodu.

Odpuszczenie innym, odpuszczenie sobie, jeśli nie w trosce o siebie to o swoich najbliższych, których nie chce się przecież zostawić jeszcze samych, których nie chce skazać się na cierpienie z powodu naszego odejścia, czy nawet ciężkiej choroby.

Bo tak to się kończy.

Ten ciężar jest gorszy niż wszystkie odmiany zawałów i raków razem wzięte.

Ciało nie śpi, ciało zapisuje i ciało się odzywa w najmniej oczekiwanym momencie.

„Odpuść, bo zawał murowany” …