🌹
Kochani, ostatnio pisałam Wam recenzję, a właściwie moje wrażenia po przeczytaniu pierwszej książki Trylogii różanej. Poczekałam, aż skończę całość, żeby napisać wszystko tak, jak obiecałam.
Po pierwsze — dziękuję Autorce Jagodzie Kwiecień jeszcze raz.
Dziękuję i nie przestanę dziękować, bo są to książki, po których nic już nie jest takie samo. Nie będę tutaj książek streszczać, bo myślę, że kto będzie miał ochotę, ten po nie sięgnie.
Chcę tylko powiedzieć, że te trzy książki są przekrojem prawie całego (myślę że tylko) mojego życia.
Oczywiście nie dosłownie, ale z wszystkimi emocjami i z tym wszystkim, co łączy się z wiarą, z zaufaniem i z miłością.
W pierwszej części — tak jak Wam pisałam — przypomniałam sobie moje młode lata, pełne ufności, pełne wiary, pewności tego, kim jestem i co chcę robić w życiu. I tak było na początku, kiedy ci młodzi ludzie (a ja myślałam, że to książka dla małolatów :))przypomnieli mi o tych moich pięknych latach.
W drugiej zrobiło się już poważniej — wkroczyło życie.
A w trzeciej wkroczyło życie jeszcze bardziej stanowczo. I pięknie pokazane było to, jak ono potrafi zweryfikować wszystko, czym żyliśmy w młodości: to wszystko, w czym wyrośliśmy, to wszystko, co łączyło nas z Bogiem, co było naszą wiarą.
Jak cienka granica jest między tym, aby popaść w nicość aby się poddać, uwierzyć złym słowom skierowanym w naszą stronę
i zapomnieć…
Dziękuję Autorce za przybliżenie kultu świętej Rity, o której do niedawna nie wiedziałam prawie nic, a potem stopniowo poznawałam jej sylwetkę. Dzięki książkom poznałam też kult ś.Rity i zapisałam się do grupy „Róże dla świętej Rity” która istnieje naprawdę.
Wiele zmieniło się w moim życiu po przeczytaniu tej Trylogii i myślę, że wrócę do niej jeszcze raz, bo pokochałam Wrzosowo, pokochałam bohaterów — i tych młodych, i tych starszych, i tych z mojego pokolenia.
Niewykluczone, że kiedyś tam pojedziemy — do Wrzosowa właśnie. Serdecznie polecam tę trylogię i myślę, że kto szuka, ten znajdzie to, czego szukał.
Często wracamy do przeszłości, do tych niechlubnych momentów naszego życia, które sprawiają że ciężko jest nam się podnieść,
a zapominamy o tym, że przecież nie zawsze nasze życie i my tacy byliśmy.
Przecież były momenty, z których można czerpać i to całymi garściami, z których można czerpać swoją własną siłę, o której zapomnieliśmy.
Można sobie przypomnieć, że nie zawsze byliśmy tymi, którzy się poddali.
I to jak dla mnie było największą wartością Trylogii Różanej



