Stacja 1

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.”

(Ewangelia Mateusza 7,1)

Wszystko zaczyna się w momencie wydania wyroku.

Ona jest winna.
On jest winien.

Na krzyż z nim! Na krzyż z nią!

Bez prawa do zabrania głosu. Bez prawa do obrony.

Od tej chwili wszystko zaczyna się toczyć — narastać jak śnieżna kula.
Na skazańca wylewają się wiadra pełne pomyj, pełne osądów tych, którzy zawsze wiedzą lepiej.

Pokazują palcami, a potem milkną.
Odwracają się, by wrócić do swojego życia — jakby nic się nie wydarzyło.
Wyrok już zapadł, a wraz z nim: osądzenie, nazwanie i odrzucenie.

Zamknięto wszystkie drzwi.
Odebrano prawo do odzyskania choćby cząstki człowieczeństwa, honoru, życia.

Na krzyż. Na śmierć. Na zapomnienie. 

Boli.

Jak bardzo — wie tylko ten, kto przez to przeszedł.

Po usłyszeniu „wyroku” człowiek rozgląda się rozpaczliwie dookoła, szukając kogoś, kto stanie w jego obronie.
Sam, resztkami sił, próbuje otworzyć usta, by coś powiedzieć.

Nikt nie słucha, bo wszyscy już wiedzą.
A tłum, głodny sensacji, woła coraz głośniej — Na krzyż!

Kto z nas nie był kiedyś tak bezdusznie osądzony?

Ja byłam.
A Ty?

Kto tego nie przeżył — nie zrozumie.
Ale On zrozumie, bo tam był.

Był w tym samym miejscu, w którym później byłam ja — i w którym nieraz bywa każdy z nas.

Dlaczego Bóg się na to zgodził?

Może właśnie dlatego, żeby pokazać i dać nadzieję, że to wcale nie jest koniec.
Bo każdy koniec jest tylko początkiem.

Ile razy sami robimy to sobie?

Nie nadaję się.
Nikt mnie nie potrzebuje.
Jestem beznadziejna.
Jestem głupia.

Sami siebie skazujemy na mękę odrzucenia.
Sami sobie zadajemy ciosy, które bolą bardziej niż te zadane przez innych.

I to jest najokrutniejszy wyrok ze wszystkich.

Kto stanie w mojej obronie, jeśli nie ja sama?

Już więcej tego nie zrobię.
A przynajmniej — spróbuję.
Bo pamiętam, jak to jest, być niesłusznie skazanym. 

Tak bardzo chcę się tego nauczyć:
nie osądzać — ani siebie, ani nikogo innego.

Każdy ma w życiu inne lekcje do odrobienia.
Nie mnie je oceniać i nie mnie wydawać jakikolwiek wyrok, bo prawda zazwyczaj jest zupełnie inna, niż wszystkie okoliczności. 

Tylko czy naprawdę chcemy ją poznać?

Bo przecież zostać Piłatem, bywa czasem łatwiej…