
To historia małej księżniczki, która bardzo wcześnie nauczyła się ukrywać swój strach.
Nie wiedziała jeszcze, że ziarenko grochu będzie jej towarzyszyć przez wiele kolejnych lat.
Wszystkie jesteśmy córkami Króla: Boga, Nieskończoności, Wszechświata (wybierz, jak czujesz).
To, że wśród księżniczek trafi się ta, którą znamy z bajki „Księżniczka na ziarnku grochu”, jest pewne. Pewne jest również to, że nie jest ona jedyną.
Ale życie życiem jest i może się zdarzyć, że przez lata żadna z nich o tym nie wie. A jeśli nawet wie albo coś przeczuwa, robi wszystko, żeby to ziarenko grochu nie stanęło jej na drodze do „szczęścia”.
Tylko… pomyślmy. Co by się wydarzyło, gdyby bajkowa księżniczka nie przyznała się do swojej słabości?
Nic. Nie zostałaby królewną, tak samo jak jej poprzedniczki.
Może książę wiedział, że „moc w słabości się doskonali”?
I chociaż czasem jest trudno, to jednak — jak to w bajkach bywa — i ta zawiera wiele, wiele mądrości.
I tak mijają lata.
Mała dziewczynka idzie do przedszkola i nagle, pierwszy raz w życiu, musi zmierzyć się z koszmarnymi schodami z metalowych kratek, które prowadzą do przedszkolnej sali.
Wchodzi i zamiera z przerażenia, bo przez kratki w schodach widać przestrzeń. Jej ciało zastyga, paraliżuje ją strach, bo nigdy wcześniej nie wchodziła po takich schodach. Nikt nie wiedział, że ma lęk wysokości.
Co z tego, że przed każdą wizytą wujka, który za dobrą zabawę uważał sadzanie sobie maleńkiej bratanicy na ramionach, chowała się w najciemniejszy kąt mieszkania? To nie było dla niej zabawne. To było koszmarne — oglądać świat z góry, zza łysej głowy znienawidzonego wujka.
A jednak zawsze ją znalazł, a tradycji musiało stać się zadość.
Dla wszystkich była to dobra zabawa, oprócz niej — naszej małej księżniczki, którą tak bardzo bolało to ziarenko. Ale wiedziała już, że nie może się do tego przyznać.
Historia ze schodami w przedszkolu była nieco trudniejsza, bo pani wychowawczyni nie zamierzała za każdym razem wnosić jej na piętro. Porozmawiała z mamą, a ta poszła z księżniczką do lekarza.
Skończyło się na uspokajającym syropku, który otumaniał, uspokajał i sprawiał, że schody stały się mniej przerażające niż za pierwszym razem.
Nasza mała księżniczka, posłusznie i zgodnie z przeznaczeniem syropku, zasnęła i nie czuła już tak bardzo uwierającego ją ziarenka grochu. Co nie znaczy, że go tam nie było.
Jej delikatne ciałko czuło ten ból każdym centymetrem.
A co z nim było dalej?
Ciąg dalszy nastąpi…




Ale przywołałaś wspomnienia na szybko znalazłam u siebie 2 księżniczki.
Jedna taka jak Twoja, a druga …. no to juz dorosła Jrabina Apruzina🤣🤣🤣 kiedyś Ci opowiem💝💝💝
Myślę że każda z nas ma podobne wspomnienia Bogusiu, tylko u jednych ciało wytrzymało więcej a u innych mniej. Bo kobiety już tak mają , że trudno im się przyznać do bólu do strachu i do niewygody. Czasem lepiej zamaskować, zacisnąć zęby i iść do przodu. Ale my wiemy już że przychodzi taki czas i ciało nie wytrzymuje.
Ciekawa historia , czekam na dalszy ciąg. Przypomniałam sobie jak ja mając sześć lat spadłam ze schodów kamiennych. Z II półpiętra spadłam przez poręcz na I półpiętro. Nikt nie wie jak to było. Szła za mną moja siostra młodsza ode mnie o trzy lata i za nami mama. Mama pobiegła po wujka. Wujek biegusiem do Straży Pożarnej , aby zadzwonić po pogotowie. Znalazłam się w szpitalu. Po paru dniach zabrali mnie do domu. Na szczęście nic mi się poważnego nie stało. Drugi stres to nauka pływania . Na otwartej wodzie. Był to staw. Kuzyni chcieli mnie nauczyć pływać. Szłam z nimi pod rękę. Woda sięgała mi powyżej pasa, a ja traciłam przytomność. Szybko mnie wyprowadzili na brzeg, położyli na trawie i jakoś do siebie doszłam. Od tamtej pory nigdy nie próbowałam nauki pływania. Boję się panicznie wody, nawet w basenie. Tylko wchodzi w grę wanna lub kabina prysznicowa. Także jest tak Gabrysiu, że każdy lub każda z nas ma za sobą Takie panicznie przeżycia. 😒❤️🩹
Ojej to naprawdę miałaś mocne przeżycia Iguś i wierzę że do tej pory ślad pozostał. Dobrze że nawet nie próbujesz i nikt Ci na siłę nic robić nie każe – np pływać. To wszystko w nas zostaje jak te uwierające ziarnko grochu – bo odbiera wiele okazji do przeżycia czegoś fajnego – tak sobie to właśnie wyobrażam.
Gabrysiu Kochana, myślę, że wiele księżniczek czuje uwierające je ziarnko grochu, ale zaciska zęby. Wszak wiele z nas uczono, żeby nie beczeć, nie mazgaić się i wytrzymać, bo przecież „wujek chce dobrze”, a lęk przed schodami to zwykła histeria.
I tak kroczą przez życie, bojąc się wyśmiania, zignorowania czy posądzenia o przesadę. Z czasem zaczynają nawet myśleć, że te wszystkie słabości chyba tylko im się wydawały albo przyśniły.
A te wszystkie inne, które narzekają, że ziarnko uwiera, więc jojczą, stękają i kwękają, uznają za słabeuszki, którym trzeba pomagać. Ot, życie…. Pozdrawiam cieplutko
Pięknie napisane Jadziu. Tak to jest tylko potem „ nie wiadomo skąd” pojawia się nadwrażliwość na wszystko bo wszystko można ukryć, a ciało swoją pamięć ma i te wszystkie lata zaciskania zębów wychodzą w różnych i to najdziwniejszych sytuacjach prawda ? Tak nas uczono i nasze mamy i babcie. A swoją drogą to trzeba mieć odwagę żeby przyznać się, że to ziarenko uwiera. Szkoda że tej odwagi czasami w życiu brakuje 👼