Dzień dobry moja kochana.
Podczas dzisiejszych porządków zauważyłam, że w mojej laleczce Matrioszce, brakuje najmniejszej laleczki.
Nie wiem, gdzie zaginęła i zrobiło mi się przykro.
My kobiety też przecież jesteśmy takimi „Matrioszkami” składających się z wielu warstw, a pod nimi w samym środeczku, cichutko schowana tkwi ta najmniejsza, ta prawdziwa i w tym miejscu wszystkie jesteśmy takie same.
Bez warstw, bez masek, bez makijażu i bez tego wszystkiego czym chcemy tę prawdziwość przykryć.
Spragnione ciepła, uwagi, miłości, możliwości wypłakania się, wyżalenia.
Codziennie od nowa przed wyjściem „do ludzi” nakładamy przynajmniej te 5 lub 6 warstw by przypadkiem nikt nie dotarł tam, gdzie jesteśmy my.
Dobrze jest, kiedy kobiety potrafią przynajmniej z sobą pobyć, porozmawiać z tego właśnie miejsca i wzajemnie się nim zaopiekować.
Bo tylko one to potrafią, ale do tego potrzeba odwagi, szczerości i wzajemnego zaufania i zrozumienia.
Nie wiem, dlaczego moja najmniejsza laleczka się zgubiła, na szczęście to tylko drewniana lalka, moja prawdziwa coraz odważniej odrzuca dodatkowe warstwy i powiem Ci tak zupełnie szczerze, że z wiekiem nawet coraz nie chętniej robię jakikolwiek makijaż, bo mam wrażenie, że to tylko kolejna warstwa.
Mam to szczęście, że mam z kim komunikować się bez tego całego balastu, bo też dojrzałam i powiem Ci – nie ma nic piękniejszego.
Dojrzałam do tego, że jeśli ktoś nie toleruje mnie bez tego całego opakowania, którego ode mnie oczekuje, to skręcam w inną drogę.
Jeśli masz kogoś, jeśli masz takie miejsce, w których możesz być tak po prostu swoją najmniejszą laleczką, to dbaj o nie i wypuszczaj ją jak najczęściej na powietrze.
Pamiętaj, prędzej czy później w życiu każdej z nas nadejdzie moment, że zostanie tylko ona i ważne jest, żeby się potem nie okazało, że jej nie ma…
Gabrysia