
O Alicji Lenczewskiej do niedawna nie wiedziałam nic. Gdzieś może mignęło mi jej imię i nazwisko i to właściwie wszystko.
A potem nagle zrobiło się głośno wokół filmu, który powstał.
Zaczęłam oglądać wywiady z reżyserem, z aktorami i muszę powiedzieć, że bardzo mnie one ujęły.
Zaciekawiła mnie sama postać Alicji.
Obejrzałam kilka wywiadów, nabyłam książki, które przeczytałam z ogromną ciekawością i zapragnęłam ten film zobaczyć.
Ze względu na treść, na jakość filmu, na grę aktorską, ale przede wszystkim dlatego, że chciałam bliżej poznać historię Alicji.
I kiedy już pierwszy szał przepełnionych kin minął, przyszedł czas na mnie.
Wybrałam się do kina w Tychach i samym filmem się nie zawiodłam.
Był naprawdę pięknie zrobiony, ubogacający, a gra aktorska była naprawdę na wysokim poziomie.
Niestety, a może stety, dawno w kinie nie byłam i chyba płynnie nie przeszłam przez ten okres zmian, który tam nastąpił.
To że wytrwałam pół godziny przy ryczacych i jaskrawo migających reklamach, przekraczając moje psychiczne możliwości,
było naprawdę chyba pierwszym z cudów, jaki dokonał się dzięki temu filmowi.
Powiem Wam, że pod koniec zaczynałam czuć w nogach i brzuchu znajome ciepło, które dobrze nie zwiastowało,
bo poznałam już, co to znaczy atak paniki.
Zamknęłam oczy i modliłam się o to, żeby to się jak najszybciej skończyło.
Sam film był naprawdę świetny, tylko kiedy w końcu się zaczął, ja byłam już totalnie rozbita moją walką o przetrwanie.
Nagłośnienie w niewielkim kinie było takie, że nawet mój zegarek alarmował o przekroczeniu poziomu głośności.
Treść filmu pochłonęła mnie jednak na tyle, że jakoś udało mi się przezwyciężyć tę barierę mojej wytrzymałości na hałas.
I oglądałam.
A jaka jest moja refleksja?
Chyba taka, że obejrzenie tego filmu w domowym zaciszu byłoby jednak głębszym przeżyciem duchowym.
Choć nie żałuję, że poszłam do kina.
Naprawdę nie mimo, że po wyjściu z kina, naprawdę długo trwało zanim oswoiłam się z poczuciem bycia tu i teraz.
Niemniej jednak polecam.
Jeżeli jednak ktoś niekoniecznie chce postawić na duchowe przeżycie, to sam powrót do lat osiemdziesiątych,
lat mojej młodości był bardzo wzruszający.
Wierne oddanie atmosfery i scenografii tamtych lat, było zrobione po mistrzowsku.
Także dla każdego coś miłego.
Ja jednak czekam kiedy film będzie dostępny na jakiejkolwiek platformie filmowej, bo czuję niedosyt,
ale kolejna książka już w drodze :)




Zachęciłaś, ale też wolę domowe oglądanie
Pozostanie mi poczekanie💝💝💝
Słuszna decyzja Bogusiu naprawdę.
Gabrysiu, kojarzę, że gdzieś słyszałam o Alicji Lenczewskiej. Obejrzę film, ale w TV. Nigdy nie lubiłam kin. Pamiętam ze wszystko mnie w kinie denerwowało. Jak oglądać, to w domu. Pozdrawiam radośnie 🥰👋
Kiedyś do kina chodziło się, żeby się zrelaksować. Pamiętam że często w pracy zabieraliśmy naszych podopiecznych do kina. A teraz ? Strach pomyśleć co by było, gdyby się nasiliły np. napady padaczkowe. Teraz to nie ma nic wspólnego z relaksem. Nie wiem komu i czemu to służy. I naprawdę jestem przerażona dokąd to wszystko zmierza.